Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie.

Napisane przez Mateusz Ochman

W kategorii: BÓG, MOIM ZDANIEM

Na swoim blogu Grzonka opublikował tekst, w którym przedstawił swoje zdanie w temacie, który odbił się (i ciągle odbija – jak czkawka) w mediach wielkim echem. Chodzi o tego trupa, który wisi na ścianach deprawując dzieci. Na temat Jezusa wiszącego na krzyżu wypowiadałem się już nie raz, ale tym razem chciałbym zwrócić uwagę na coś innego.

(…) fanatyczna skrajna część katolików będzie usatysfakcjonowana i zachwycona, że znowu ateistom utarła nosa. Szkoda tylko, że zapominają o swoich braciach – katolikach, którzy potrafią zrozumieć bunt społeczeństwa. Którzy potrafią powiedzieć: mają rację, nie będziemy wpychali się z krzyżem w życia otaczających nas innowierców.

Katolik nie może być nie-skrajny. Kropka, a nawet wykrzyknik! Oddanie życia za nieprzyjaciela, czy nadstawianie policzka, do tego zobowiązany jest każdy członek Kościoła – to są skrajności! A przecież to nie wszystko; obrona ludzkiego życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, podkreślanie wartości rodziny. Nie jest łatwo być “przeciw”, kiedy tzw. Wszyscy są “za”. Łatwo można zostać ośmieszonym za bycie wiernym zasadom. Ale po tej wierności można poznać katolika. Katolik popierający aborcję, eutanazję czy zdejmowanie krzyży nie jest katolikiem. Takiemu wydaje się że należy do Kościoła, ale jest mu z tym niezręcznie. Wstydzi się Go! Oczywiście, ma do tego prawo, ale nie  ma wtedy prawa do uważania się za katolika, no bo jak? Czy zaskoczy kogoś mandat dla kierowcy, który pędził 180 km/h w terenie zabudowanym? Nie! Jeszcze prawo jazdy mu zabiorą! Miał oczywiście prawo się spieszyć.

Tak się również składa, że Kościół w samej swojej naturze jest misyjny, dlatego jeśli “katolikowi” nie chce się świadczyć (wg innych wpychać) to sam nie wie co oznacza nazwa Wspólnoty, do Której – jak uważa -przynależy. A to już nadaje się na kozetkę.

Katolicyzm nie jest dla mięczaków. Dlatego, albo trzeba podnieść rękawicę, albo zejść z ringu.

“Kto się boi i drży niech idzie do domu – Pan Bóg nie potrzebuje ludzi, którzy się boją i drżą!”

Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki