Życie jest piękne, a świat, w którym żyjemy jest najlepszym ze światów. Ale idealnie nie jest

Staram się jak mogę, żeby żyć dobrze i mądrze. Żeby chwytać dzień i takie tam; YOLO i te sprawy. Staram się zachwycać pięknem świata, który z jakichś powodów otrzymałem. Wiem, że to w jaki sposób wykorzystam te swoje pięć minut między pierwszym oddechem, a ostatnim zamknięciem oczu będzie rzutować na moje wieczne życie. Dlatego robię wszystko żeby po śmierci usłyszeć od świętego Piotra: „Dobra robota, Ochman”.

Ale to cholernie trudne! Może jeszcze gówniarz jestem i przemawia przeze mnie młodzieńczy idealizm, ale temu światu daleko do miejsca, w którym czułbym się dobrze. Nie jestem tym jakoś szczególnie zaskoczony, pisałem o tym, przyzwyczaiłem się, jednak coraz bardziej wzrasta we mnie gniew wynikający z bezradności. 

Nie podoba mi się świat, w którym o tym co jest prawdą decyduje większość.

Nie podoba mi się świat, w którym w cywilizowanym – wydawałoby się – społeczeństwie kilku urzędników może przez podniesienie ręki skazywać tysiące ludzi na śmierć.

Nie podoba mi się świat, w którym to nie rodzic, ale jakiś minister czy kurator decyduje o tym czy jego pięcioletnie dziecko będzie się uczyło masturbacji.

Ta litania mogłaby się jeszcze wydłużyć o niezliczoną ilość znaków, ale nie w tym rzecz. Chodzi o to, że kolejny raz dociera do mnie, że ten świat nie jest moim domem. Mogę oczywiście w związku z tym się rozpłakać, wyżalić czy pomachać pięścią. Ale mając pełną świadomość, że będzie coraz gorzej stwierdzam, że nie zdezerteruję.  Chcę po śmierci usłyszeć od świętego Piotra: „Dobra robota, Ochman”.