To był początek roku szkolnego. Pierwszy tydzień września. Ja – wtedy uczeń drugiej klasy liceum ogólnokształcącego – jak zwykle często spóźniony wbiegłem do szkolnej szatni, żeby zostawić tam bluzę. Odwróciłem się i zobaczyłem za sobą panią magister Lidię Wachowiec. Nie było żartów, przecież od początku roku szkolnego to właśnie ta pani urzędowała w gabinecie, na którego drzwiach...