Pamiętam moją Babcię, która nie kroiła chleba bez uprzedniego nakreślenia na nim znaku krzyża. Podobnie robi moja Mama, choć w erze, gdy dla ośmioosobowej rodziny praktyczniej jest kupić chleb krojony, trudniej o ten gest

Zazwyczaj, gdy zamawiam jedzenie, biorę największe porcje: pizzę XXL, powiększony zestaw z potrójnym mięsem i dużym napojem czy podwójną porcję frytek. Największym – nomen omen – przy tym obrocie spraw problemem nie jest to, że coraz bardziej zbliżam się do magicznej, trzycyfrowej wagi ciała; największym problemem nie jest to, że zdrówko siada; największym problemem, koniec końców, nie jest też to, że gdy biorę od siostry hula-hop to pasuje.

Katastrofą – i nazywam to świadomie – jest fakt, że czasami nie dojadam. Nie mogę zmieścić rantu pizzy czy dosłownie trzech frytek. I nie wspominam tutaj o tej, wydawałoby się, małej szkodliwości czynu żeby się bronić, bo tego nie da się obronić. Marnowanie jedzenia jest poważnym grzechem wobec hojności Boga. Nieważne czy chodzi o kilogram frytek, trzy frytki czy pół frytki. I gdy tak w swoim pochodzie hańby maszeruję do celu, którym jest fastfoodowy śmietnik, obiecuję sobie, że to ostatni raz. Mam nadzieję, że ostatni raz był rzeczywistym ostatnim razem.

Moja babcia Leokadia nie kreśliła nożem znaku krzyża na chlebie dlatego, że miała taki zwyczaj. Nie był to też pusty gest. To była swego rodzaju liturgia, akt kultu sprawowany wobec rodziny, mający na celu okazanie wdzięczności i szacunku Bogu, który tylko i wyłącznie z dobroci obdarował kilka osób posiłkiem. A posiłek, jak to posiłek, nie tylko daje przyjemność kubkom smakowym, ale również pozwala żyć.

Nie chcę posługiwać się, prawdziwymi skądinąd, obrazami, w których moja Babcia podczas wojny przez wiele dni nie miała chleba w ustach. Nie chcę wspominać o tym, ile pracy wielu osób kosztował tak upragniony bochen świeżego chleba. Robię to dlatego, że w świadomości dzisiejszego człowieka pieczywo bierze się z sklepu – ono po prostu tam jest. Bezrefleksyjnie jemy chleb krakowski, bułki poznańskie oraz kiełbasę śląską i tak samo bezrefleksyjnie się ich pozbywamy.

Skandalicznym jest dla mnie prawo, które funkcjonuje w ten sposób, że przedsiębiorcy bardziej opłaca się zniszczyć żywność niż ją komuś przekazać. I w taki oto sposób setki ton pożywienia ląduje na śmietnikach. A brak szacunku do chleba to brak szacunku do Boga, dzięki któremu ten chleb mamy.