Gdy chodzi o pomaganie potrzebującym, to bezwzględnie musi być ono oparte na miłosierdziu. Ale miłosierdzie (podobnie jak miłość) ma to do siebie, że nie wypływa jedynie z serca, ale przede wszystkim z rozumu. Natomiast w temacie tzw. "uchodźców" rozum położył się do łóżka i zasnął snem tak twardym, że właśnie niosą go w trumnie na cmentarz. Jeśli się nie ogarniemy, to też tam niedługo trafimy

Na pytanie „czy należy pomagać uchodźcom?”, każdy człowiek, któremu sprawiedliwość i empatia nie są obce odpowie twierdząco. I bardzo słusznie, bo to postawa godna pochwały świadcząca o uporządkowaniu wewnętrznym. Jednak tę dobroduszność postanowiły wykorzystać środowiska lewicowe i w lwiej części należące do nich media zrównując ze sobą uchodźców i imigrantów. Już tłumaczę kto jest kim, bardzo prosto, na chłopski rozum. Kto będzie chciał ten poczyta słowniki i mądrzejszych ode mnie.

Uchodźca – człowiek, który musi w podskokach opuszczać miejsce swojego zamieszkania, ponieważ z powodu swojej rasy albo religii za moment pójdzie do piachu

Imigrant – człowiek, któremu na dobrą sprawę nic nie grozi, ale wyjeżdża ze swojego kraju, bo gdzie indziej będzie mu się wygodniej żyło

Do Europy obecnie zjeżdżają ci drudzy. I to jest bardzo poważny problem. Już nawet nie ze względu na to, że będą żyć z socjalu (nie mylić z social mediami) tylko dlatego, że albo prędzej czy później im się to znudzi, albo jakiś ich ziomek zadmie w trąbę apokalipsy i publicyści mentalnie zameldowani w kawiarniach na Placu Zbawiciela będą mieli okazję przekonać się czym tak naprawdę jest państwo wyznaniowe. A islam się nie pieści – wiedzą o tym najlepiej ci, którym rzeczywiście powinniśmy pomóc, czyli uchodźcy. Zresztą my, Europejczycy, też już nieco wiemy o praktykach przedstawicieli „religii pokoju”. Ucinanie głów, gwałty, oblewanie kwasem, kamienowanie, parkowanie samolotów w wieżowcach, wysadzanie metra, wkładanie na żony i dzieci pasów szahida (na siebie również) i wiele innych przyjemnostek, które udowadniają tylko i wyłącznie, że żołnierze Niemcy podczas drugiej wojny światowej w porównaniu do wyznawców Mahometa byli jakąś niezdarnie-dobroduszną zbieraniną skautów, Dzieci Maryi i ministrantów.

Islam w wykonaniu arabskim nie jest religią. Islam jest zbrodniczym systemem politycznym, którego celem jest „nawrócenie” całego świata i zniszczenie „niewiernych”! 

Benedykt XVI podczas wykładu w Ratyzbonie w 2006 roku przypomniał (przez co wywołał ogólnoświatowe oburzenie):

Pokaż mi, co przyniósł Mahomet, co byłoby nowe, a odkryjesz tylko rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego nakaz zaprowadzania mieczem wiary, którą głosił. Bóg nie cieszy się z krwi, a nierozumne postępowanie jest sprzeczne z Bożą naturą. Wiara rodzi się z duszy, nie z ciała. Ktokolwiek miałby doprowadzić drugiego do wiary, potrzebuje zdolności dobrego przemawiania i właściwego rozumowania, bez przemocy i gróźb… Aby przekonać rozumną duszę, nie potrzeba silnego ramienia ani żadnej broni, ani żadnych innych sposobów grożenia danej osobie śmiercią


Ale heroldzi jakichś wypaczonych wizji równości i dobroduszności oraz zmanipulowani przez nich ludzie intensywnie na to leją. W imię karykatury miłosierdzia, zapraszając do Europy islamskich imigrantów, skazują na śmierć siebie, nas i przy okazji tych, którym rzeczywiście trzeba pomóc, czyli prawdziwym uchodźcom – prześladowanym chrześcijanom, którzy muszą uciekać przed tymi, którzy dzisiaj głowy ucinają im, a jutro będą to robić z naszymi.

Rozumiem, że dla niektórych pokusa pokazania jak dobrym jest człowiekiem może być silniejsza od racjonalnego myślenia, ale czy dobrym człowiekiem możemy nazwać kogoś, kto w imię pomocy potrzebującym (nie rozsądzając o tym czy rzeczywiście jest potrzebującym) naraża życie innych ludzi? Czy rzeczywiście nazwiemy dobrym ojca, który aby uratować od utonięcia obce dziecko utopi własne?

Dlatego krzyczę głośno jak mogę: przyjmujmy chrześcijan, nie muzułmanów! W przeciwnym razie przez wasze ślepe „miłosierdzie” zginiemy.