Gdzieś na drugim końcu świata dopuszczono możliwość zawierania tzw. małżeństw przez homoseksualistów. Entuzjaści tego pomysłu okazują swoją radość wrzucając na fejsa swoje mordki w tęczowych barwach, a przeciwnicy swoje mordki przykrywają flagami Polski albo Konfederacji. „No i tak się żyje na tej wsi” jak mawiał klasyk. Jaką postawę zachować w stosunku do tej homoburzy? Postaram się odpowiedzieć.

1. Co Kościół mówi o homoseksualizmie?

Katechizm Kościoła Katolickiego mówi nam:

Homoseksualizm oznacza relacje między mężczyznami lub kobietami odczuwającymi pociąg płciowy, wyłączny lub dominujący, do osób tej samej płci. Przybierał on bardzo zróżnicowane formy na przestrzeni wieków i w różnych kulturach. Jego psychiczna geneza pozostaje w dużej części nie wyjaśniona. Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że ,,akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane”. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane.

Pewna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne. Skłonność taka, obiektywnie nieuporządkowana, dla większości z nich stanowi trudne doświadczenie. Powinno się traktować te osoby z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji. Osoby te są wezwane do wypełniania woli Bożej w swoim życiu i – jeśli są chrześcijanami – do złączenia z ofiarą krzyża Pana trudności, jakie mogą napotykać z powodu swej kondycji.

Osoby homoseksualne są wezwane do czystości. Dzięki cnotom panowania nad sobą, które uczą wolności wewnętrznej, niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni, przez modlitwę i łaskę sakramentalną, mogą i powinny przybliżać się one – stopniowo i zdecydowanie – do doskonałości chrześcijańskiej.

2. Czy homoseksualizm jest zły?

Tak, homoseksualizm nie jest spoko.

3. Czyli Kościół mówi, że homoseksualizm jest grzechem?

Nie do końca. Sam homoseksualizm czyli pociąg do osób tej samej płci nie jest grzechem, tylko „poważnym zepsuciem”. Akty homoseksualne, czyli kontakty seksualne homoseksualistów są grzeszne. Przeczytaj dokładnie KKK 2357.

4. To znaczy, że homosiom można pluć w twarz i palić ich na stosach?

Nie, wręcz przeciwnie. Kościół nakazuje, żeby homoseksualistów traktować „z szacunkiem, współczuciem i delikatnością” oraz zabrania jakiejkolwiek dyskryminacji.

5. Nie kumam. Dlaczego mam szanować tych zboczeńców?

Bo są ludźmi i posiadają ludzką godność, która wynika z bycia stworzonym na obraz i podobieństwo Boga. Każdy człowiek ją ma: homoseksualista, morderca, gwałciciel, ja i ty. Nawet wokalista Coldplaya.

Godność osoby ludzkiej ma podstawę w stworzeniu jej na obraz i podobieństwo Boże; wypełnia się ona w powołaniu jej do Boskiego szczęścia. Jest właściwe istocie ludzkiej, że w sposób dobrowolny dąży do tego wypełnienia. Osoba ludzka przez swoje świadome czyny dostosowuje się lub nie do dobra obiecanego przez Boga i potwierdzonego przez sumienie moralne. Ludzie kształtują samych siebie i wzrastają wewnętrznie; całe swoje życie zmysłowe i duchowe czynią przedmiotem swojego wzrostu. Z pomocą łaski wzrastają w cnocie, unikają grzechu, a jeśli go popełnili, jak syn marnotrawny powierzają się miłosierdziu naszego Ojca niebieskiego. W ten sposób osiągają doskonałość miłości.

6. Skoro mam ich nie dyskryminować, to znaczy, że mam się godzić na ich „małżeństwa”?

Nie, to dwie różne sprawy. Nie dyskryminować, to znaczy – ogólnie rzecz biorąc – nie uważać za gorszych ludzi. Natomiast opór wobec ich „małżeństw” jest jak najbardziej uzasadniony i wskazany, bo zawarcie małżeństwa i założenie rodziny jest zarezerwowane dla kobiety i mężczyzny (w takiej i tylko takiej „konfiguracji”).

Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu

”Głęboka wspólnota życia i miłości małżeńskiej, ustanowiona przez Stwórcę i unormowana Jego prawami, zawiązuje się przez przymierze małżeńskie… Sam bowiem Bóg jest twórcą małżeństwa”.

Powołanie do małżeństwa jest wpisane w samą naturę mężczyzny i kobiety, którzy wyszli z ręki Stwórcy. Małżeństwo nie jest instytucją czysto ludzką, chociaż w ciągu wieków mogło ulegać licznym zmianom w różnych kulturach, strukturach społecznych i postawach duchowych. Ta różnorodność nie powinna prowadzić do zapomnienia o jego wspólnych i trwałych cechach. Chociaż godność tej instytucji nie wszędzie ukazuje się z taką samą jasnością, to jednak we wszystkich kulturach istnieje pewne zrozumienie dla znaczenia związku małżeńskiego.

Bóg, który stworzył człowieka z miłości, powołał go także do miłości, która jest podstawowym i wrodzonym powołaniem każdej istoty ludzkiej. Człowiek został bowiem stworzony na obraz i podobieństwo Boga, który sam jest Miłością. Ponieważ Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, ich wzajemna miłość staje się obrazem absolutnej i niezniszczalnej miłości, jaką Bóg miłuje człowieka. Jest ona dobra, co więcej bardzo dobra, w oczach Stwórcy. Miłość małżeńska, którą Bóg błogosławi, jest przeznaczona do tego, by była płodna i urzeczywistniała się we wspólnym dziele zachowywania stworzenia: „Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: «Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną»” (Rdz 1, 28).

Pismo święte stwierdza, że mężczyzna i kobieta zostali stworzeni wzajemnie dla siebie: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam”. Bóg daje mu niewiastę, „ciało z jego ciała”, to znaczy istotę równą mu istotę i bliską, jako „pomoc przychodzącą od Pana”. „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2, 24). Jezus wskazuje, że oznacza to nienaruszalną jedność ich życia, przypominając, jaki był „na początku” zamysł Stwórcy: „A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało” (Mt 19, 6).

7. Jedziesz tylko tym Katechizmem. Co Biblia mówi o homoseksualizmie?

Będzie tego sporo, ale proszę:

Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!

Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość.

Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie.

Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego.

8. No to reasumując: jaką chrześcijanin ma przyjąć postawę wobec homoseksualizmu?

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że trzeba rozróżnić między grzechem i grzesznikiem. Grzech należy piętnować (przede wszystkim swój), grzesznika należy szanować. Bo o ile Pan Bóg brzydzi się grzechem, o tyle kocha grzesznika i chce jego zbawienia. Szacunek wobec homoseksualisty przejawia się tym, że się go nie obraża, nie dyskryminuje i widzi w nim człowieka, który został stworzony na obraz Boga. Jednak nie wolno godzić się na zgorszenie, którego może się dopuszczać.