Napluj mi w twarz. Spoliczkuj. Ale nie przerywaj mi kiedy mówię, bo wtedy najdobitniej dajesz mi do zrozumienia, że jestem dla ciebie nikim

W moim rodzinnym domu stał stół. Nie był to jeden konkretny stół, bo one akurat się zmieniały, ale w centralnym punkcie największego pokoju stał stół. Zawsze. Czasem stroił go obrus, czasem nie. Często leżał na nim talerz z ciastem czy miska z owocami. Jeszcze częściej posiłek, który wspólnie jedliśmy. Ale bywało też, że jedyną rzeczą, którą można było na nim dostrzec były odbijające się od blatu promienie słoneczne. I to lubiłem najbardziej, bo właśnie gdy stół stawał się nagi zasiadaliśmy do rozmów.

Przeżyłem ich przy nim setki. Poważne, zabawne, abstrakcyjne, mądre, wzruszające. To przy nim słyszałem najważniejsze słowa mojego życia. Że cały świat może się ode mnie odwrócić, ale rodzice tego nie zrobią; że gdy będę potrzebował pomocy, zawsze znajdę ją pod tym adresem. Każdej rozmowie przy tym stole towarzyszył szacunek i zrozumienie. Nieważne kto przy nim siedział: ojciec, mama, brat, siostra, członek rodziny, znajomy spoza niej, starszy wujek czy młodszy kuzyn. Każdy mógł powiedzieć co chciał i był wysłuchany. Jedynym warunkiem, który domyślnie stawiano była umiejętność poniesienia konsekwencji za swoje słowa.

Nawet wszyscy zgromadzeni skupiali swoją uwagę na małym dziecku, które krokiem dalekim od finezji wbiegało do pokoju i miało coś do przekazania. Nikt go nie zbywał, nikt nie uciszał, nikt nie marnował okazji na to, żeby swoim zachowaniem powiedzieć: „jesteś dla mnie ważny”.

I może to przez to jestem teraz skrzywiony. Może dlatego tak silny gniew wywołuje we mnie przerywanie komuś w pół zdania. Może dlatego odbieram tę praktykę za niewypowiedziane „jesteś dla mnie warty tyle co zawartość śmietnika pod moim zlewem”. Ale inaczej nie mogę.

Rodzi mój jawny sprzeciw przerywanie komukolwiek i zmiana tematu. Nawet, gdy się z kimś nie zgadzam. Jest przecież tyle możliwości, aby dać mu do zrozumienia, że to nie czas i nie miejsce (gdy to nie czas i nie miejsce) na tego typu słowa. Jest tyle opcji żeby zwrócić uwagę na fakt, że mówi zbyt długo.

Po co więc mówić komuś pokrętną drogą: „jesteś dla mnie nikim”? Szczególnie w czasach, w których śpiewa się niemalże pieśni o wartości dialogu.