Macierzyństwo Nowickiej – patologia
Wanda Nowicka – poseł (nie napiszę posłanka, to tak w ramach złośliwości) na Sejm RP, czerwona jak cegła, pogrzana jak piec, czerpiąca zyski i znajdująca się na liście płac przemysłu aborcyjnego ma bardzo, hmmm, wysublimowane pojęcie na temat macierzyństwa.
Ciekawa jestem jakbyście się czuli gdyby wasi rodzice odcięli się od waszych poglądów, jakiekolwiek one by nie były. Ja przede wszystkim jestem matką…
Bardzo ciekawe zdanie, interesująca postawa, ale niestety można je wstawić razem z resztą lewackiego światopoglądu na półkę podpisaną – bajdurzenie.
Otóż, Pani Nowicka, ja czułbym się źle gdyby moja Mama odcięła się – tym bardziej publicznie – od moich poglądów. Nie ma to jednak znaczenia, gdyż wiem, że mimo, iż zamordowałbym człowieka moi rodzice nie przestali by mnie kochać jednak na pewno potępiliby mój czyn. Mało tego: byliby pierwszymi osobami, które poinformowałyby odpowiednie organy ścigania o przestępstwie, którego bym się dopuścił.
Taka już jest miłość rodzicielska (i nie tylko): wymaga. A te wymagania nie są stawiane po to, żeby dowartościować siebie tylko dla Dobra (takiego przez wielkie “D”) kochanej osoby.
Dlatego – o ile rzeczywiście nie podziela Pani poglądów syna – powinna go Pani (nieważne czy syn miałby 10, 20 czy 40 lat) porządnie strzelić z liścia w głupi ryj. A potem powiedzieć mu, że go Pani kocha.
Mamo i Tato. Dzięki, że potrafiliście strzelić mi w łeb kiedy było trzeba i proszę o więcej.


