Mocno kontrastowe spory – takie jak ten na temat aborcji – czemuś służą. Pokazują kto jest wypróbowany, a kto jedynie jedzie na doczepkę. Dla kogo katolicyzm jest całym życiem, a kto katolicyzm ma w rzyci


Nie mam pretensji do ludzi „spoza”, że nie rozumieją. Nie rozumiem ludzi, którzy deklarują się jako katolicy, mówią sami o sobie „jestem autorytetem”, a później robią co mogą, żeby pogodzić prawdę z nieprawdą, choć to przecież nielogiczne i niespójne. Kiedy patrzę na te wszystkie twisty, to ogarnia mnie czarna rozpacz.

Aborcja jest zła, ale kobiety powinny mieć prawa do własnego ciała
Aborcja jest zła, ale Bóg dał nam wolną wolę
Aborcja jest zła, ale postaw się w sytuacji tej matki

Jak wiele niektórzy są w stanie sprzedać byle tylko nie przestać być fajnymi. Na porozrywanych ciałach niewinnych dzieci budują sobie pomniki pod którymi wieńce składają im zwolennicy morderstw. I wspólnie udają, że wszystko jest OK; że moralny obowiązek troski o bezbronnych został spełniony – gdzie za bezbronnych uważają ludzi, którzy szczypcami rozrywają dzieci lub na to przyzwalają.

Chrześcijanin moje imię, katolik zaś nazwisko. Tamto mnie mieni, to charakteryzuje; to świadczy, żem wypróbowany, tamto mówi kim jestem.

– św. Pacjan


Zaślepieni własnym odbiciem w lustrze, poza którym świata nie widzą, nie dostrzegają, że pewnych spraw i wartości nie da się pogodzić. Nie można być przeciwko gwałtom i dopingować gwałcicieli. Nie można być przeciwko przemocy i tłuc żonę. Nie można – koniec końców – być przeciwko aborcji i usprawiedliwiać ją Bożym Miłosierdziem.

Pora w końcu zrozumieć, że nie możemy dwóm panom służyć. Że nie da się żyć w zgodzie z całym światem. I że wiara wymaga od nas tego, że jeśli z powodu mówienia prawdy mają spaść na nas wyzwiska, hektolitry śliny i mało kto nam rękę poda, to mamy być na to wszystko gotowi.