W niedzielę prezydent elekt Andrzej Duda podniósł z ziemi Hostię. Polacy oszaleli. Dlaczego?

Wszyscy doskonale znają tę historię, ale na potrzeby tego swoistego studium przypadku ją przypomnę.

Co takiego się stało?

Pan Andrzej Duda brał udział w Mszy Świętej, która została odprawiona przed obchodami Święta Dziękczynienia w Warszawie. Podczas Komunii wiatr porwał Hostię, która upadła na ziemię (między innymi dlatego jestem przeciwnikiem odprawiania Mszy Świętej na wolnym powietrzu). Przyszły prezydent zerwał się, podniósł Hostię i w zamkniętych dłoniach zaniósł ją kardynałowi Kazimierzowi Nyczowi, który znajdował się – wszystko na to wskazuje – na miejscu przewodniczenia. W tym momencie wszystkie relacje się urywają.

Co robią zwolennicy Andrzeja Dudy?

Zwolennicy, wyborcy, sympatycy – nieważne jak ich nazwiemy – dokonują kanonizacji Andrzeja Dudy. Nazywają go mesjaszem. Twierdzą, że właśnie w ten sposób Pan Bóg go wybrał i namaścił. Zatracają się bez reszty w mesjanizmie i pełni egzaltacji krzyczą o zmartwychwstaniu Polski. Jednym słowem: w całej tej sytuacji widzą palec Boży – oto Pan Jezus zrywa się po to, aby wylądować w dłoniach prezydenta elekta i w ten sposób mu pobłogosławić.

Co robią przeciwnicy Andrzeja Dudy?

Przeciwnicy szydzą z elekta. Ale to pikuś. W oparach absurdu dochodzą do wniosku, że to musiała być ustawka, to znaczy, że Tę Hostię celowo upuszczono, aby Andrzej Duda mógł ją w świetle jupiterów podnieść. Bo wiadomo: Duda to kandydat Episkopatu, inkwizytor o twarzy aniołka. Dodatkowo wypominają, że nie miał prawa podnieść Hostii swoimi niegodnymi świeckimi rękoma. Stoją na straży tego przekonania nawet jeśli sami przyjmują Komunię Świętą na rękę albo nie przyjmują jej wcale. Dodatkowo nie kumają po co tyle szumu z tym całym opłatkiem.

Co sądzę o całej sprawie?

Zarówno opisani powyżej zwolennicy jak i przeciwnicy poruszają się dla mnie w tych samych rejonach. W rejonach, w których mam ochotę krzyczeć DOŚĆ! Teza o bożym wybraństwie Andrzeja Dudy może mieć miejsce tylko wtedy, gdy mówimy o tym, że każda władza pochodzi od Boga. Natomiast mam wątpliwości co do tego, że Pan Jezus postanowił pofrunąć wprost w dłonie przyszłego prezydenta. Z drugiej strony sugerowanie, że cała ta akcja została ustawiona przez pijarowców i biskupów jest tak niedorzeczna, że aż trudno mi ją komentować. Co prawda historia zna już niechlubne przypadki Najświętszego Sakramentu wiszącego na żyłce (pozdro dla kumatych), ale kontekst nie ten.

Dla mnie był to przede wszystkim niezwykle budujący obrazek. Bo oto już niedługo najważniejszy człowiek w państwie bez chwili zastanowienia z pełnym szacunkiem najpierw klęka, a następnie podnosi Hostię dając tym samym świadectwo wiary w Realną Obecność. Bo każdy wierzący wie, że ta Hostia, to nie byle opłatek tylko stuprocentowe Ciało Boga. Dawno już chyba nie mieliśmy tego w polityce. I dlatego Andrzej Duda ma u mnie za to wielkiego plusa. Nie jest on politykiem z mojej bajki, ale napisałbym to samo o każdym innym na jego miejscu, serio. Nawet o Palikocie.

A teraz odpowiem na pytanie zawarte w tytule tego tekstu:

Czy Andrzej Duda miał prawo podnieść Hostię?

Oczywiście, że tak! I mówię to z perspektywy przeciwnika przyjmowania Komunii na rękę oraz posługi nadzwyczajnych szafarzy Komunii Św. w polskich realiach. Gdyby nie szybka reakcja Andrzeja Dudy Ciało Pańskie mogłoby zostać sprofanowane, a od tego trzeba Go bronić wszelkimi sposobami: dłońmi świeckich (nawet nie-katolików) oraz – w wyjątkowych sytuacjach, na przykład w czasie wojny – spożywaniem Go przez osoby będące w stanie grzechu ciężkiego. A jeśli ktoś mimo wszystko ma co do tego wątpliwości, zostawiam cytat ze św. Tomasza z Akwinu.

Uszanowanie dla sakramentu Eucharystii wymaga, by dotykały się go tylko przedmioty konsekrowane. Toteż konsekruje się korporał i kielich a także ręce kapłana, ujmujące ten sakrament. Dlatego bez koniecznej potrzeby nie godzi się dotykać tego sakramentu innym osobom, chyba że domaga się tego podniesienie upuszczonej hostii lub jakaś inna konieczność.
STh III, Q. 82. Art. 3